Nie mam złudzeń. Zwycięstwo Hermana Maiera w supergigancie w Lake Louis to raczej jego łabędzi śpiew niż zapowiedź wielkich sukcesów w dalszej części sezonu. Ale i tak się cieszę. Lubię gdy wielcy mistrzowie potwierdzają wielką klasę.
36-letni Austriak oczywiście nie musi już startować w Pucharze Świata. Na alpejskich stokach i w studiach reklamowych zarobił furę pieniędzy. Zapisał się w historii narciarstwa (np. podczas igrzysk w Nagano gdy miał potworny upadek, a dwa dni później wygrał supergigant) i medycyny (po ciężkim wypadku motocyklowym cudem uniknął amputacji nogi, a jednak wrócił do rywalizacji). W Austrii ma już zapewniony dożywotni status bohatera. A on wciąż chce rywalizować. Oto piękno sportu w najczystszej postaci. Zmagać się z własnymi słabościami, ścigać się by wygrywać.
Obejrzenie przejazdu Herminatora polecam wszystkim polskim sportowcom, którzy po nieudanych igrzyskach w Pekinie zastanawiali się nad zakończeniem kariery. Wszystkim polskim piłkarzom, którzy „przechodzą obok meczu”. Słowem wszystkim, którzy zapomnieli dlaczego warto uprawiać sport...
TJ, fot. Action Press/Foto Olimpik
Zobacz także:
Bormio - P?, slalom MBormio - P?, slalom gigant K
Bormio - P?, slalom gigant M
Bormio - P?, slalom K
Bormio - P?, supergigant M
Bormio - P?, supergigant K
Kranjska Gora - P?, slalom M



